Internet pełen jest tutoriali „jak obić kanapę takerem za 20 zł w jeden wieczór”. Wielu motocyklistów podejmuje to wyzwanie z kawałkiem derki tapicerskiej kupionej na popularnym portalu aukcyjnym. Z jakim skutkiem? Najczęściej te kanapy trafiają do nas po dwóch tygodniach, ze zszywkami wchodzącymi w uda i wodą cieknącą ze szwów.
Co idzie nie tak przy samodzielnym tapicerowaniu?
Po pierwsze, napięcie materiału. Motocyklowe skaje (materiały o podwyższonej odporności na promienie UV) rozciągają się kierunkowo i trzeba użyć bardzo dużej siły i opalarki cieplnej, by odpowiednio naciągnąć je na profile kanapy. Ręcznym takerem z cienkimi zszywkami domowymi nie przebijesz grubego plastiku bazy (stelaża) siedzenia – potrzeba do tego profesjonalnych sprężarek pneumatycznych i nierdzewnych zszywek (inaczej na deszczu zardzewieją i zniszczą gąbkę!).
Kolejnym potężnym błędem jest brak wiedzy o uszczelnianiu szwów w miejscach styku ud ze zbiornikiem. Słaba nić (niewoskowana) poddana tarciu kombinezonu przetrze się po 3 000 km, a do środka naleje się woda, na zawsze niszcząc oryginalną piankę. Przerabianie kanapy oddaj profesjonalistom, to się opłaca!